środa, 26 kwietnia 2017

Cizur Menor - Cirauqui

Piękny dzień. 27 km padło i wychodzi mi, że 100 już za nami :-) Zimno, wietrznie, do południa pochmurno i trochę w okolicach Alto de Perdon nawet pokropiło, ale ok. południa wyszło spomiędzy obłoków słoneczko. Szło się świetnie. Udało nam się dziś wejść po drodze do czterech kościołów - rewelacja. I piękne były wsie i miasteczka mijane po drodze, i przyroda, i bujnie porośnięte pola, i ptaki świergolące z metra wprost do ucha, i zapachy - a kwitnie tu tego całe multum. Jak tu w takich warunkach nie wielbić Stworzyciela?
A do tego Ania zanuciła i się na cały dzień przykleiła piosenka Mietka Szcześniaka do wiersza ks. Twardowskiego "Za wszystko dziękuję, za spokój i trwogę, za to, że nie rozumiem i odejść nie mogę".
W drodze mamy sporo czasu na modlitwę i wielbienie Boga.
A teraz wykąpani i odświeżeni czekamy na "menu del pelegrino".

wtorek, 25 kwietnia 2017

Larrasoana - Cizur Menor

Pada deszcz, a my wykąpani, po pysznym i obfitym obiadku popijamy Campo Nuevo Temporanillo 2015 :-)
Wyspaliśmy się doskonale. Albergę Sant Nicolas w Larasoani możemy polecić z czystym sercem - czysta, prawie nowa, miła obsługa, pokoje 6-osobowe. Wyszliśmy przed 8:00, może 7:45, na miejsce do Cizur Menor dotarliśmy ok. 14:00. Wg. prognoz miał dziś cały dzień padać deszcz, ledwie trochę pokropiło. Trochę przedlużyliśmy trasę podchodząc do kościoła p.w. św. Szczepana - był otwarty, a w nim w gł. ołtarzu św. Stanisław biskup - taka polonica.
Jedyny dłuższy postój mieliśmy w Pampelunie, na kawę i chwilę zwiedzania, ale do katedry nie weszliśmy - bez przesady, żeby płacić gdy człowiek chce się pomodlić? Choć pielgrzymi mają zniżkę. Ale w Burgos się już pewnie złamiemy jak dotrzemy :-)
Już mamy stałych znajomych - w pokoju z nami śpią Richard z Australii, którego spotykamy od Roncesvalles, dziewczyna z bagietką, młodzieniec, którego spotkaliśmy już na Gare Montparnasse w Paryżu, chyba Anglik, ale jeszcze nie mieliśmy okazji porozmawiać.
O 19:30 ma tu być Msza św. więc czekamy. No i może teraz padać choćby całą noc :-)
Codziennie nasz pielgrzymi trud poświęcamy w jakieś konkretnej intencji - chyba nawet lepiej się tak idzie.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Roncesvalles - Larrasoana

Ciężka noc za nami. W łazienkach woda w spluczkach działa z siłą wodospadu i hukiem Niagary conajmniej. A że ludzie w nocy łażą do ubikacji ... Punkt 6:00 obudziła nas gra i śpiew jednego hospitalero. Przed 7:00 więc już gotowi do drogi czekaliśmy na śniadanie. A na śniadaniu znowu międzynarodowo - Niemiec, Anglik, Hiszpan i Urugwajczyk, i my. 7 godzin później kończylismy dzisiejszy 27 km etap. Znowu słońce, błękit nieba i ponad 20 st. upał. Ale trochę mniej pod górkę niż wczoraj.
W alberdze podczas odpoczynku dosiadła do nas dziewczyna z Holandii, którą spotkaliśmy już w Bayonne, a potem co chwila na trasie. Ochrzciliśmy już ją wtedy mianem dziewczyna z bagietką, bo ją miała przypiętą do plecaka. Pogadały sobie z Anią o życiu, a zadała pytanie jaka jest tajemnica tego, że jesteśmy razem tacy szczęśliwi. Czyżby to było jakoś widać?
Po sąsiedzku jest rewelacyjny sklepikarz (Bask) - w sklepie ma puszczoną głośno muzykę, częstuje pielgrzymów winem i próbował przypomnieć sobie jak jest po polsku dziękuję bo słyszał kiedyś na koncercie Nory Jones gdy była w Polsce. Musieliśmy mu przypomnieć, za to wiemy że po baskijsku to jest escaricasco.
Niestety kościół tutaj jest zamknięty na cztery spusty, jak wszystkie dzisiaj po drodze.

niedziela, 23 kwietnia 2017

SJPdP - Roncesvalles

Nie wiem czym sobie zasłużyliśmy, że ten pierwszy dzień pielgrzymowania był taki piękny. Pogoda górska idealna - słońce, błękit nieba, temp. trochę poniżej 20 st., lekki zefirek. Może Bóg dał nam taką pogodę na zachętę? Zastanawiam się dlaczego nas powołał na to Camino. Bo mam przeświadczenie, że oprócz własnych intencji idziemy jeszcze po coś.
W dolinach tutaj pełnia wiosny, takiej naszej majowej - łąki już większości po pierwszym pokosie, a na tych nieskoszonych pełno dmuchawców. I kwiatów wiosennych pełno.
Po drodze spotykamy już znajome twarze - z autobusu, z albergi, kilka razy mijanych po drodze.
Kolegiata w Roncesvalles cudna, a Msza w gronie międzynarodowych pielgrzymów i końcowe błogosławieństwo dla nich niezapomniane. Z tego co zapamiętałem to są tu pielgrzymi z Korei, Chin, Filipin, Nowej Zelandii, Australii, RPA, Argentyny, Brazylii, Litwy, Polski :-) i innych krajów wiele wymienił.


sobota, 22 kwietnia 2017

Podróż

Podróż udała się doskonale. Wszędzie zdążyliśmy, na każde połączenie i po 13 godz. podróży dotarliśmy na miejsce. Mamy już też paszporty pielgrzyma więc jesteśmy oficjalnie pielgrzymami. We Francji nie dość że nie ma już śniegu, to a polach kwitnie rzepak, w parkach kasztany, a na miejscu w SJPdP było dobre 20 st z plusem. Po naszej śnieżnej wiośnie - hyc.
A w TGV spotkaliśmy panią której rodzice wyemigrowali z Wielkopolski do Francji i umiała nieźle po polsku, ale już jej siostra nie.
W autobusie z Bayonne do SJPdP sami pielgrzymi, kompletnie międzynarodowe towarzystwo, a do tego dokładnie tylu ile miejsc w autobusie. Co do jednego.

piątek, 21 kwietnia 2017

Pakowanie

Na zdjęciu poniżej sprzęt, który zabieram ze sobą, choć bez sierściucha. Kot symbolizuje to czego jeszcze nie spakowałem jak np. kubek, nóż i to co jeszcze jest na liście. Mamy "rajzyfiber". Trochę się martwię jak sobie tutaj (w domu) bez nas dadzą rady, ale chyba przez miesiąc wytrzymają. Pewną niewiadomą są przesiadki po drodze (szczególnie ta w Paryżu), ale i wiele innych niewiadomych przed nami. Trzeba ufać. Tych, którzy tutaj zajrzą w ciągu najbliższego miesiąca prosimy o modlitwę za nas i za tych, których na ten czas pielgrzymowania pozostawiamy w domu.P.S. Po spakowaniu mój plecak waży 10,5 kg, a Ani 7,5 kg, czyli każdy, wg różnych mądrych książek, o ok. 2 kg za dużo :-)

wtorek, 11 kwietnia 2017

Podgląd na trasę

Przygotowując się do Camino powyszukiwałem kamery internetowe, które pokazują miejsca na trasie Camino Frances. Od początku w SJPdP znalazłem następujące: