sobota, 20 lipca 2019

La Espina - Campiello

Się porobiło. W końcu zdecydowaliśmy się podejść jak najbliżej Ruta Hospitales czyli do Samblismo, ale jeszcze przed południem się okazało, że tamtejsza alberga jest completo i nawet Kasia z El Texu nic nie załatwi. Koniec końców postanowiliśmy zakończyć etap w Campiello, a tu się okazało, że dobrze zrobiliśmy, bo alberga w Borres też już była completo. Tylko nie wiemy jeszcze jak w takim razie przejść Hospitales, ale nad tym się jeszcze pomyśli. Widać w każdym razie, że chłopcy mają dziwnych rodziców, którzy zapinkalają jak motorki, a do tego nie potrzebują tyle jedzenia co oni, szczególnie mięcha :-) Obawiam się, że mogą mieć z tym problem.

Wczoraj w El Texu mieliśmy wspólną kolację z winem oczywiście, na której oprócz nas było małżeństwo z Włoch, Karolina z Barcelony, "nasze" trzy Niemki i Patryk. Było pysznie i wesoło. Nawet bardzo wesoło, a tłumaczenie co chwila szło z hiszpańskiego na niemiecki i dalej na angielski, a potem odwrotnie, bo akurat jedna z Niemek jest nauczycielką hiszpańskiego, więc tak było wygodnie.

Dzisiaj z większością znów jesteśmy w tej samej alberdze Ricardo - bardzo ładnej, prawie nówce, świetnie wyposażonej, przy każdym łóżku gniazdko. Jest tutaj też Argentyńczyk, który mówi, że świetna alberga jest też w Berducedo, tuż przed La Espina i stamtąd dziś przyszedł.

A przeszliśmy dziś 25,2 km (aplikacja Camino Primitivo - dalej aCP) lub 23,9 ("A Wise Pilgrim Guide to the Camino Primitivo" - WPG).

Uzupełnienie po Camino:
Alberga Casa Ricardo to też jedna z najlepszych. Byliśmy w niej pierwsi, ale szybko się zapełniła. Katrina, Marina i Varina chciały iść dalej, ale dowiedziały się właśnie, że w Borres jest completo i też zostały.

 Poranny krajobraz gdzieś niedaleko za La Espina

 
 Owce na deptaku w Tineo

 
 Górski krajobraz okolic Tineo

 
 Gdzieś na Camino




 

piątek, 19 lipca 2019

Cornellana - La Espina

Znów nam się udało wyjść ok. 7:20 i dziś też początkowo szliśmy w chłodnej mgle, a potem w coraz bardziej prażącym słońcu. Do albergi dotarliśmy ok. 13:20 robiąc sobie dłuższy postój w Salas. Tam oczywiście spotkaliśmy naszych caminowych znajomych. Trzy Niemki, które idą tak jak my z Oviedo idą tylko przez tydzień, więc nie planują dojść do Santiago. Przy okazji podejrzeliśmy co jedzą miejscowego i też spróbowaliśmy tego samego - grzanki polane oliwą z dipem ze zmielonych pomidorów. Trochę posolone mniam :-) Pojawił się też Tomasz z Pragi, Hiszpanka z Barcelony, trzech młodych Hiszpanów. Większość z nich dotarła do La Espina do tej samej albergi co my.

Za Salas niestety czekało nas podejście w coraz bardziej prażącym słońcu, na szczęście w znacznej części szlak prowadził lasem. Na wyjściu z Salas widzieliśmy nową albergę bardzo ciekawie wyglądającą, chyba na 12 osób z kuchnią. Potem jeszcze z Anią podeszliśmy kawałek od szlaku do wodospadu w dolince - fajny ale można sobie podarować.

Śpimy w alberdze El Texu, o której słyszeliśmy w radiu eM i nawet tak nam się droga ułożyła, że tu trafiliśmy. Alberga o tyle ciekawa, że obecnie prowadzona przez Polkę - Kasię. Czysta, przestronna z miłą polską atmosferą :-) 

Generalnie, jak to na Camino, jest problem z długością poszczególnych odcinków. Bo to zależy wg jakiego źródła się te odległości przyjmuje. W zasadzie mam dwa: aplikację w telefonie Camino Primitivo, oraz przewodnik "A Wise Pilgrim Guide to the Camino Primitivo" 2019 Edition (2nd). Wg CP dzisiejszy odcinek miał 21,2 km, a wg WPG 19,7. Coś mi się wydaje, że było to te więcej :-) Poprzednie etapy wychodziły: 12,7 i 25,7 km (CP) oraz 12,0 i 24,5 km (WGP). Przy okazji: wyczaiłem, że w przewodniku jest błąd w nr. telefonu do albergi El Texu (prawidłowy jest +34603751906). Nawiasem mówiąc w przewodniku nie uwzględniono też, że we wczorajszej naszej alberdze w Cornellanie jest wi-fi.

Uzupełnienie po Camino:
El Texu w La Espina godna polecenia, a szczególnie obiad w miłej atmosferze innych pielgrzymów. Takie wspólne obiady to jest jedno z najlepszych miejsc na poznanie ludzi, który pielgrzymują do Santiago, a reprezentują różne części świata, różne kultury itd.
W El Texu też nawiązałem fajną rozmowę z Tomem z Niemiec, posiadaczem i użytkownikiem Lubitela 166, którego to targał na swoim Camino.

 Poranne mgły


 Poranne mgły powoli ustępują pod wpływem coraz bardziej przygrzewającego słońca.

Między kościołem a muzeum w Salas zrobiliśmy sobie przerwę kawową.


 Wodospad, do którego trochę zboczyliśmy ze szlaku my z Anią i Niemki Katrina, Marina i Varina.



czwartek, 18 lipca 2019

Escamplero - Cornellana

Wczoraj Ania jeszcze zrobiła synom mięsną kolację (smażone plastry mięsa z bagietką), a na śniadanie mieliśmy resztki bagietki z plastrami horizo i kakao na asturiańskim mleku. Wyjść nam się udało o 7:20. Do Grado szliśmy w mgle i pod chmurami w przyjemnym chłodzie, od Grado już w słońcu. W samym Grado zrobiliśmy sobie godzinny popas.

Jest tyle rzeczy o których by się chciało napisać, że nie da się o wszystkim. Przyroda (miejscami czujemy się niemal jak w dżungli), zapachy (przydrożnych roślin z koprem włoskim na czele, i wiejskie zapachy ... wiadomo jakie), budynki i budowle (wiejskie rezydencje stare i nowe, kościółki, kapliczki, stare mosty), i ludzie (pielgrzymi spotykani na drodze i miejscowi pozdrawiający pielgrzymów). W przydomowych ogrodach i sadach oprócz jabłoni widujemy figi, cytrynowce, pomarańcze, bananowce, nawet plantację kiwi.

Po drodze spotykaliśmy trzy Niemki, które nocowały też w Escamplero, tak samo Prażanina, który idzie z Bayonne, i jeszcze jedną dziewczynę, chyba Hiszpankę, i parę z RPA.

Nocujemy w klasztorze benedyktyńskim w Cornellanie. Pokoje duże ośmioosobowe, czyściutkie, zaadoptowane w starych murach, ze świeżymi prześcieradłem i poszewką na poduszkę, i czterema łazienkami (ubikacja, umywalka i prysznic) na dwa pokoje. Jesteśmy pod wrażeniem. Alberga jak najbardziej godna polecenia, tym bardziej, że cena to jedyne 5€, czyli klimatycznie, czysto i tanio.

W związku z tym, że mamy dwóch głodomorów poszliśmy do centrum miejscowości na menu peregrino. Trzy porcje ledwie wsunęliśmy w czwórkę. Było pyszne, obfite, a do tego chłopcy nie piją napojów alkoholowych ... Jakoś daliśmy radę wrócić do albergi ;-) Teraz odpoczywamy i nabieramy sił na jutro.

Uzupełnienie po Camino:
Alberga w dawnym klasztorze benedyktyńskim w Cornellanie okazała się jedną z najlepszych alberg na naszym Camino. Tam mógłbym wrócić w ciemno. Menu peregrino w Messon-Parilla Dany też godne polecenia.
W Cornellanie spotkaliśmy też troje Amerykanów, których spotykaliśmy potem przez całe nasze Camino.



W_Asturii są o wiele większe spichlerze, niż te, które spotykaliśmy na Camino Frances.



 Krajobraz górski okolic Grado


Jedno z przejść pod autostradą


 Zmęczeni pielgrzymi w alberdze w Cornellanie




środa, 17 lipca 2019

Oviedo - Escamplero

Zaś idymy!

Tym razem zaczynamy od Mszy (w katedrze El Salvador w Oviedo) i na trasę wyruszamy dopiero po 10:00. Dzień mżysty więc założyliśmy pokrowce na plecaki, a poza tym niby mokniemy. Fajny dzień, niedługa trasa (ok. 11 km) bo ruszyliśmy dość późno, a do tego dzień potraktowaliśmy jako rozruchowy. Niezbyt ciepło, ale parno i wilgotno. Po drodze jeden kościół zamknięty bo bez dachu :-( Spokojnie dotarliśmy do Escamplero, zrobiliśmy w sklepie zakupy, tam też zarejestrowaliśmy się do albergi, a 200 m dalej w alberdze zakończyliśmy dzień pielgrzymowania. Kąpiel, pranie, jedzonko - normalny dzień pielgrzyma. Wprawdzie mieliśmy do dyspozycji jeden gar bez pokrywki i patelnię, ale udało się obiad ugotować. Oczywiście jeszcze winko szczepu Tempanillo i pisanie pamiętników ... Jest spokojnie i cudnie, tylko synki tęsknią za mięchem, bo na obiad był tylko nasz nieśmiertelny, by się wydawało, makaron z sosem pomidorowym.

Wczoraj przed albergą spotkaliśmy Polaka - Patryka, dziś też go spotkaliśmy, nawet na chwilę w alberdze, ale jednak poszedł dalej. Ciekawe czy się jeszcze spotkamy.

Kilka dni przed wyjazdem Ania przyniosła mi z kościoła sigla: "Wszystko o co w modlitwie prosicie stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie." [Mk 11,24] Kochani, którzy to czytacie - jeśli potrzebujecie żebyśmy coś zanieśli św. Tiago (Jakubowi) to proszę o informację (najlepiej prywatnie mailem, sms-em, czy przez WhatsAppa). Szczepan ma już długą listę intencji, my mamy jeszcze miejsce :-)

Oczywiście też prosimy o modlitwę za pielgrzymów, bo ponoć idziemy jednym z najtrudniejszych szlaków do Santiago, którym pierwotnie szedł król Alfons II chyba w VIII czy IX w., i też potrzebujemy wsparcia.

Uzupełnienie po Camino:
W kilku albergach mieliśmy komfort mieszkania tylko naszą całą roziną w jednym pokoju, tak też mieliśmy czwórkę w tej pierwszej w Escamplero. Rejestracja na nocleg odbywa się w barze jakieś 200 m przed albergą, albo w środy w sklepie tuż za tym barem, przy czym sklep jest czynny do 14:00, a od 14:00 do 17:00 jest zamknięty - sjesta. Myśmy trafili na środę, ale byliśmy przed 14:00 :-)
 

 Pielgrzymi przed katedrą w Oviedo


 Rzeźba El Salvador w katedrze w Oviedo.


Pomnik Alfonsa II Wstydliwego, który pierwszy poszedł do Santiago de Compostela z Oviedo otwierając dla pielgrzymów Drogę Pierwotną czyli Camino Primitivo.





Gdzieś na Drodze w Asturii


wtorek, 16 lipca 2019

Caminoza?

A mówili mądrzy ludzie, że Camino ciągnie - nie wierzyłem. A tu dwa lata ledwie minęły, a my znów do Hiszpanii na Drogę do Santiago. Za to tym razem nieco większym teamem bo ze Szczepanem i Julianem.

Trochę się obawiałem o lot Wizzairem, bo nasze plecaki są nieco wyższe od przepisanych 55 cm (o jakieś 2-3 cm) ale nie było problemu. Trochę trzeba było się też przed wylotem potrudzić nad uzupełnieniem sprzętu, szczególnie dla chłopców, ale chyba mamy wszystko co potrzeba. Sam miałem też problem który aparat lub też które aparaty ze sobą zabrać, w końcu się zdecydowałem na ten sam sprzęt co poprzednio z żalem jednak pozostawiając w domu analogowego MX-a.

W czasie lotu ciekawie było zobaczyć Matterhorn, Klein Matterhorn i Breithorn, który to jest ciągle najwyższym zdobytym przez nas szczytem i jedynym czterotysięcznikiem, i to już od 26. lat.

W Santander szybko udało nam się dostać z lotniska na dworzec autobusowy w centrum bezpośrednim autobusem. Tam kawa, a chłopcy małe papu, i dalej w drogę autobusem ALSA do Oviedo. Udało nam się zanocować w alberdze El Salvador, oraz tamże dostać też credenciale i muszle. Jutro ruszamy na pielgrzymi szlak. Alberga (6€) taka sobie choć raczej czysta, niestety nie ma kuchni gdzie można by zagotować wodę, były za to automaty do zakupu kawy i mikrofalówka.

wtorek, 23 kwietnia 2019

Dwa lata ...

To już dwa lata mijają od czasu gdy wyruszyliśmy na nasze Camino. Równo dwa lata temu przeszliśmy Pireneje. Równo dwa lata temu rozpoczęliśmy naszą przygodę życia, drogę podczas której mogliśmy się wyciszyć, poznać wielu wspaniałych ludzi, doznać dobroci ze strony nieznanych nam wcześniej ludzi różnych ras i narodowości, przekonać się, że można sobie pomagać, można ze sobą współpracować, można się lubić bez względu na to z jakiego zakątka świata się pochodzi. Równo dwa lata temu rozpoczęliśmy naszą miesięczną wędrówkę z której wspomnienia ciągle żyją, ciągle widzimy pod powiekami te krajobrazy i przyjaciół z Drogi, ciągle czujemy na policzkach powiew wiatru, ciągle wyczuwamy zapachy pól, łąk, mesety, Galicji, ciągle słyszymy śpiew ptaków, szum liści, ciszę przestrzeni... To niesamowite, jak tamten miesiąc się w nas wrył, jak ciągle w nas jest, jak żyje w nas swoim własnym życiem, a my żyjemy nim. Dziękujemy ciągle Bogu za tamten wspaniały czas i za tą szczególną chorobę, na którą chyba zapadliśmy - za caminozę, bo też już szykujemy się do kolejnego naszego Camino! :-) Bilety w każdym razie do Hiszpanii kupione - w planach Camino Primitivo w lipcu. Sprzęt już jest kompletowany, przygotowania psychiczne i fizyczne w toku. I nie pójdziemy tylko we dwoje, tylko dodatkowo jeszcze z naszymi dwoma synami. Trochę większa grupka, inna droga, inna pora roku - będzie inaczej, ale już się cieszymy. I od 16-tego lipca blog odżyje, mam nadzieję :-)

wtorek, 29 sierpnia 2017

Podsumowanie


Małżeńskie Camino nie kończy się w Santiago, ani tak na prawdę nie zaczyna w Saint Jean, Oviedo, Madrycie, Porto, Lizbonie, Irunie czy gdzie indziej. Małżeńskie Camino, czyli Droga, zaczyna się w dniu ślubu i trwa do końca. I na tej Drodze, tak jak na Camino de Santiago, trzeba iść razem, nie tracić się wzajemnie z oczu, bo wtedy jeden może się zgubić, skręcić gdzie nie trzeba, pójść szybciej, dalej, zrealizować inny plan, który temu drugiemu nie odpowiada, albo nie da rady nadążyć, zgubi się. Trzeba być razem, wzajemnie się wspierać, tempo marszu dostosować do tego wolniejszego, słabszego, brać pod uwagę słabości i ograniczenia drugiej osoby, a do tego w miarę możliwości pomagać temu słabszemu, podtrzymywać na duchu. A bywa też tak, że jednego dnia jeden przeżywa jakiś kryzys, a drugiego dnia drugi - razem jest raźniej i pewniej.

Już trzy miesiące minęły od zakończenia naszego Camino de Santiago, a w głowie i sercu ciągle to Camino siedzi. Droga, przeżycia, zapachy, smaki, kościoły, albergi, krajobrazy, a co najważniejsze - ludzie. Richard, Rodi, Mona, Jacek, Francuzka (pół Baskijka) i Dunka, których imion nie pamiętamy, Martina, Pedro, Jim, Francis i Luiza, Ki Ha, Emma, Ben, dwie Koreanki, Lili, ... - wszyscy oni pozostają w naszych sercach i modlitwach.

Nasza pielgrzymka była pielgrzymką dziękczynną o czym było we wpisie z 20. maja. Dzięki podpowiedzi Olka oprócz tej naszej ogólnej intencji codziennie nasz trud ofiarowaliśmy jeszcze za kogoś z rodziny, znajomych, za różne grupy, które są nam szczególnie bliskie ... Od 5. maja zapraszaliśmy też do towarzystwa w naszej pielgrzymce różnych świętych - był to świetny pomysł Ani na dodatkowe przeżycia duchowe. No i w trakcie marszu mieliśmy sporo czasu na modlitwę, szczególnie na różaniec. Początkowo odmawiałem [K] po jednej dziesiątce w różnych intencjach, ale już po kilku dniach pielgrzymowania okazało się, że nie pamiętałem czy w danej intencji modliłem się już dzisiaj, czy to było może wczoraj, a dzisiaj jeszcze nie. Pogrupowałem więc sobie intencje w większe całości i modliłem się całymi różańcami - tak było łatwiej zapamiętać w jakiej intencji już się modliłem. Takich różańców dziennie modliłem się co najmniej 10, a bywały dni, że 12 czy 13. Były dni, że łatwiej było się skupić na modlitwie, a bywały, że trudniej. Mijane miejscowości, piękne widoki, chęć zrobienia zdjęcia czy spotkanie kogoś na pielgrzymim szlaku często rozpraszały i odkładając na chwilę różaniec trzeba było np. zaczynać dziesiątkę od nowa. A w samo południe śpiewaliśmy na głos "Raduj się Nieba Królowo", nawet idąc przez środek miasta :-)

Okazało się, że na miesiąc życia niewiele człowiekowi potrzeba. W zasadzie z trzech jedna koszulka i jedna para skarpetek tylko wędrowały w plecaku. Trochę szkoda, że nie zabraliśmy kąpielówek bo by się przydały i na trasie w alberdze, i w Fisterze. Nie użyliśmy ani razu prześcieradeł antypluskwowych, a pluskiew mimo wielkich obaw na szczęście nie doświadczyliśmy wcale. Może dlatego, że szliśmy raczej na początku sezonu pielgrzymkowego, a może Hiszpanie zabrali się na serio do walki z pluskwami. W każdym razie hospitalero w Castrojeriz mówił, że w razie znalezienia pluskiew u nich władze zamykają albergę na amen do czasu odpluskwienia. W wielu albergach otrzymywaliśmy jednorazowe prześcieradła i poszewki na poduszki, wiele alberg też miało w łóżkach nowe materace powleczone szczelnym sztucznym materiałem - przypuszczam, że w takich pluskwy nie mają szans się zagnieździć.
   Niepotrzebnie też taszczyłem [K] Kindla - czasu na czytanie za bardzo nie było, bo lepiej było pogadać z innymi pielgrzymami lub napisać coś w pamiętniku lub na bloga, a Pismo Święte miałem i tak w telefonie. Lepiej zamiast tego na przyszłość zabrać menażkę, szczególnie na odcinek galicyjski, gdzie w albergach xunty nie ma garnków by coś ugotować.
   Reszta rzeczy zdecydowanie się przydała - i polar, i ciepła kurtka, i ciepła czapka. Może lepszą opcją by się okazały obie pary spodni z odpinanymi nogawkami, a nie tylko jedna taka. Peleryna się przydała, nóż i latarka też. Ania miała też kalesony i bluzkę z wełny merynosów i się jej przydały, szczególnie na niektóre noce, mi [K] by się nie przydały; może w niektóre dni koszulka.  Mieliśmy też dwa długopisy - za mało :-)

Buty to chyba najważniejsza część ekwipunku. Mieliśmy trekingowe buty za kostkę z Decathlonu, Ania nieco porządniejsze, ja [K] najlżejsze jakie były. Niestety w moich były zbyt cienkie i miękkie podeszwy, szczególnie na odcinki górskie, a do tego niezbyt dobrze trzymały na wilgotnym podłożu. Czułem się w nich często niepewnie. Ale byli tacy, którzy wędrowali w adidasach, trampkach czy nawet sandałach, i to nawet na górskich odcinkach. Wzorem Koreańczyków, i nie tylko, na prawie każdym postoju wietrzyliśmy buty i skarpetki, i chyba dzięki temu obyliśmy się bez większych problemów ze stopami.

Ile kilometrów przeszliśmy? Wg przewodnika miało być 775 km, choć podsumowując poszczególne etapy wyszło 773,9 km, wg aplikacji z telefonu 775,1 km, a według spisu alberg otrzymanego w SJPdP 775,2 km. A na certyfikacie odległości mamy 799 km :-) Licząc 775 km to średnio na dzień przechodziliśmy trochę ponad 27,5 km. No i plus ok. 90 km do Fisterry, przy czym w zasadzie to już nie jest pielgrzymka, choć można tą drogę potraktować jako dodatek do niej - my te kolejne trzy dni wędrówki ofiarowaliśmy jeszcze w kilku intencjach, których nie zmieściliśmy przed Santiago, więc dla nas Camino Fisterra było przedłużeniem pielgrzymki. Ale wielu pielgrzymów do Fisterry (Finisterry) dojeżdża już autobusem i to też jest dobra opcja.

Wydatki podczas Camino - nie notowaliśmy wszystkich wydatków, ale z dni, w których udało się zapisać wszystkie wszystkie wydatki (w tym jedzenie, noclegi, picie, kawy, wino, muzea, maści do nóg itd.) wyszło, że średnio na dzień koszt wyszedł 21 € na osobę. Plus oczywiście transport tam i z powrotem, ale to już jak kto sobie załatwi i jaką opcję dojazdu wybierze.

Mówiono nam, że Camino później woła. E tam, jest tyle innych dróg, szlaków do przejścia - wydawało nam się. Ale jak już nogi po powrocie odpoczęły, to coraz częściej wraca myśl, by wrócić jeszcze kiedyś na Camino ...


A to jedna z naszych pamiątek poświadczających, że doszliśmy - nasz certyfikat odległości.