Marzenie, już od kilku lat, teraz powoli się urzeczywistnia. Idziemy razem do Santiago de Compostela, tak jak już od dwudziestu kilku lat przez życie. Jak będzie? Czas pokaże, ale razem zawsze raźniej, choć podobno każdy Camino przeżywa indywidualnie. Idziemy na naszą setkę :-)
wtorek, 23 kwietnia 2019
Dwa lata ...
To już dwa lata mijają od czasu gdy wyruszyliśmy na nasze Camino. Równo dwa lata temu przeszliśmy Pireneje. Równo dwa lata temu rozpoczęliśmy naszą przygodę życia, drogę podczas której mogliśmy się wyciszyć, poznać wielu wspaniałych ludzi, doznać dobroci ze strony nieznanych nam wcześniej ludzi różnych ras i narodowości, przekonać się, że można sobie pomagać, można ze sobą współpracować, można się lubić bez względu na to z jakiego zakątka świata się pochodzi. Równo dwa lata temu rozpoczęliśmy naszą miesięczną wędrówkę z której wspomnienia ciągle żyją, ciągle widzimy pod powiekami te krajobrazy i przyjaciół z Drogi, ciągle czujemy na policzkach powiew wiatru, ciągle wyczuwamy zapachy pól, łąk, mesety, Galicji, ciągle słyszymy śpiew ptaków, szum liści, ciszę przestrzeni... To niesamowite, jak tamten miesiąc się w nas wrył, jak ciągle w nas jest, jak żyje w nas swoim własnym życiem, a my żyjemy nim. Dziękujemy ciągle Bogu za tamten wspaniały czas i za tą szczególną chorobę, na którą chyba zapadliśmy - za caminozę, bo też już szykujemy się do kolejnego naszego Camino! :-) Bilety w każdym razie do Hiszpanii kupione - w planach Camino Primitivo w lipcu. Sprzęt już jest kompletowany, przygotowania psychiczne i fizyczne w toku. I nie pójdziemy tylko we dwoje, tylko dodatkowo jeszcze z naszymi dwoma synami. Trochę większa grupka, inna droga, inna pora roku - będzie inaczej, ale już się cieszymy. I od 16-tego lipca blog odżyje, mam nadzieję :-)
wtorek, 29 sierpnia 2017
Podsumowanie
Małżeńskie Camino nie kończy się w
Santiago, ani tak na prawdę nie zaczyna w Saint Jean, Oviedo, Madrycie, Porto,
Lizbonie, Irunie czy gdzie indziej. Małżeńskie Camino, czyli Droga, zaczyna się
w dniu ślubu i trwa do końca. I na tej Drodze, tak jak na Camino de Santiago,
trzeba iść razem, nie tracić się wzajemnie z oczu, bo wtedy jeden może się
zgubić, skręcić gdzie nie trzeba, pójść szybciej, dalej, zrealizować inny plan,
który temu drugiemu nie odpowiada, albo nie da rady nadążyć, zgubi się. Trzeba
być razem, wzajemnie się wspierać, tempo marszu dostosować do tego wolniejszego,
słabszego, brać pod uwagę słabości i ograniczenia drugiej osoby, a do tego w
miarę możliwości pomagać temu słabszemu, podtrzymywać na duchu. A bywa też tak,
że jednego dnia jeden przeżywa jakiś kryzys, a drugiego dnia drugi - razem jest
raźniej i pewniej.
Już trzy miesiące minęły od zakończenia naszego
Camino de Santiago, a w głowie i sercu ciągle to Camino siedzi. Droga,
przeżycia, zapachy, smaki, kościoły, albergi, krajobrazy, a co najważniejsze -
ludzie. Richard, Rodi, Mona, Jacek, Francuzka (pół Baskijka) i Dunka, których imion
nie pamiętamy, Martina, Pedro, Jim, Francis i Luiza, Ki Ha, Emma, Ben, dwie
Koreanki, Lili, ... - wszyscy oni pozostają w naszych sercach i modlitwach.
Nasza pielgrzymka była pielgrzymką dziękczynną o czym było we wpisie z 20. maja. Dzięki podpowiedzi Olka oprócz tej naszej ogólnej intencji codziennie nasz trud ofiarowaliśmy jeszcze za kogoś z rodziny, znajomych, za różne grupy, które są nam szczególnie bliskie ... Od 5. maja zapraszaliśmy też do towarzystwa w naszej pielgrzymce różnych świętych - był to świetny pomysł Ani na dodatkowe przeżycia duchowe. No i w trakcie marszu mieliśmy sporo czasu na modlitwę, szczególnie na różaniec. Początkowo odmawiałem [K] po jednej dziesiątce w różnych intencjach, ale już po kilku dniach pielgrzymowania okazało się, że nie pamiętałem czy w danej intencji modliłem się już dzisiaj, czy to było może wczoraj, a dzisiaj jeszcze nie. Pogrupowałem więc sobie intencje w większe całości i modliłem się całymi różańcami - tak było łatwiej zapamiętać w jakiej intencji już się modliłem. Takich różańców dziennie modliłem się co najmniej 10, a bywały dni, że 12 czy 13. Były dni, że łatwiej było się skupić na modlitwie, a bywały, że trudniej. Mijane miejscowości, piękne widoki, chęć zrobienia zdjęcia czy spotkanie kogoś na pielgrzymim szlaku często rozpraszały i odkładając na chwilę różaniec trzeba było np. zaczynać dziesiątkę od nowa. A w samo południe śpiewaliśmy na głos "Raduj się Nieba Królowo", nawet idąc przez środek miasta :-)
Nasza pielgrzymka była pielgrzymką dziękczynną o czym było we wpisie z 20. maja. Dzięki podpowiedzi Olka oprócz tej naszej ogólnej intencji codziennie nasz trud ofiarowaliśmy jeszcze za kogoś z rodziny, znajomych, za różne grupy, które są nam szczególnie bliskie ... Od 5. maja zapraszaliśmy też do towarzystwa w naszej pielgrzymce różnych świętych - był to świetny pomysł Ani na dodatkowe przeżycia duchowe. No i w trakcie marszu mieliśmy sporo czasu na modlitwę, szczególnie na różaniec. Początkowo odmawiałem [K] po jednej dziesiątce w różnych intencjach, ale już po kilku dniach pielgrzymowania okazało się, że nie pamiętałem czy w danej intencji modliłem się już dzisiaj, czy to było może wczoraj, a dzisiaj jeszcze nie. Pogrupowałem więc sobie intencje w większe całości i modliłem się całymi różańcami - tak było łatwiej zapamiętać w jakiej intencji już się modliłem. Takich różańców dziennie modliłem się co najmniej 10, a bywały dni, że 12 czy 13. Były dni, że łatwiej było się skupić na modlitwie, a bywały, że trudniej. Mijane miejscowości, piękne widoki, chęć zrobienia zdjęcia czy spotkanie kogoś na pielgrzymim szlaku często rozpraszały i odkładając na chwilę różaniec trzeba było np. zaczynać dziesiątkę od nowa. A w samo południe śpiewaliśmy na głos "Raduj się Nieba Królowo", nawet idąc przez środek miasta :-)
Okazało się, że na miesiąc życia niewiele
człowiekowi potrzeba. W zasadzie z trzech jedna koszulka i jedna para skarpetek
tylko wędrowały w plecaku. Trochę szkoda, że nie zabraliśmy kąpielówek bo by
się przydały i na trasie w alberdze, i w Fisterze. Nie użyliśmy ani razu
prześcieradeł antypluskwowych, a pluskiew mimo wielkich obaw na szczęście nie
doświadczyliśmy wcale. Może dlatego, że szliśmy raczej na początku sezonu
pielgrzymkowego, a może Hiszpanie zabrali się na serio do walki z pluskwami. W
każdym razie hospitalero w Castrojeriz mówił, że w razie znalezienia pluskiew u
nich władze zamykają albergę na amen do czasu odpluskwienia. W wielu albergach
otrzymywaliśmy jednorazowe prześcieradła i poszewki na poduszki, wiele alberg
też miało w łóżkach nowe materace powleczone szczelnym sztucznym materiałem -
przypuszczam, że w takich pluskwy nie mają szans się zagnieździć.
Niepotrzebnie też taszczyłem [K] Kindla - czasu
na czytanie za bardzo nie było, bo lepiej było pogadać z innymi pielgrzymami
lub napisać coś w pamiętniku lub na bloga, a Pismo Święte miałem i tak w
telefonie. Lepiej zamiast tego na przyszłość zabrać menażkę, szczególnie na
odcinek galicyjski, gdzie w albergach xunty nie ma garnków by coś ugotować.
Reszta rzeczy zdecydowanie się przydała - i
polar, i ciepła kurtka, i ciepła czapka. Może lepszą opcją by się okazały obie
pary spodni z odpinanymi nogawkami, a nie tylko jedna taka. Peleryna się
przydała, nóż i latarka też. Ania miała też kalesony i bluzkę z wełny merynosów
i się jej przydały, szczególnie na niektóre noce, mi [K] by się nie przydały;
może w niektóre dni koszulka. Mieliśmy
też dwa długopisy - za mało :-)
Buty to chyba najważniejsza część ekwipunku. Mieliśmy
trekingowe buty za kostkę z Decathlonu, Ania nieco porządniejsze, ja [K] najlżejsze
jakie były. Niestety w moich były zbyt cienkie i miękkie podeszwy, szczególnie na
odcinki górskie, a do tego niezbyt dobrze trzymały na wilgotnym podłożu. Czułem
się w nich często niepewnie. Ale byli tacy, którzy wędrowali w adidasach, trampkach
czy nawet sandałach, i to nawet na górskich odcinkach. Wzorem Koreańczyków, i
nie tylko, na prawie każdym postoju wietrzyliśmy buty i skarpetki, i chyba
dzięki temu obyliśmy się bez większych problemów ze stopami.
Ile kilometrów przeszliśmy? Wg przewodnika
miało być 775 km, choć podsumowując poszczególne etapy wyszło 773,9 km, wg
aplikacji z telefonu 775,1 km, a według spisu alberg otrzymanego w SJPdP 775,2
km. A na certyfikacie odległości mamy 799 km :-) Licząc 775 km to średnio na dzień
przechodziliśmy trochę ponad 27,5 km. No i plus ok. 90 km do Fisterry, przy czym
w zasadzie to już nie jest pielgrzymka, choć można tą drogę potraktować jako
dodatek do niej - my te kolejne trzy dni wędrówki ofiarowaliśmy jeszcze w kilku
intencjach, których nie zmieściliśmy przed Santiago, więc dla nas Camino Fisterra było przedłużeniem pielgrzymki. Ale wielu pielgrzymów do Fisterry (Finisterry) dojeżdża już
autobusem i to też jest dobra opcja.
Wydatki podczas Camino - nie notowaliśmy
wszystkich wydatków, ale z dni, w których udało się zapisać wszystkie wszystkie
wydatki (w tym jedzenie, noclegi, picie, kawy, wino, muzea, maści do nóg itd.)
wyszło, że średnio na dzień koszt wyszedł 21 € na osobę. Plus oczywiście
transport tam i z powrotem, ale to już jak kto sobie załatwi i jaką opcję
dojazdu wybierze.
Mówiono nam, że Camino później woła. E tam, jest tyle innych dróg, szlaków do przejścia - wydawało nam się. Ale jak już nogi po powrocie odpoczęły, to coraz częściej wraca myśl, by wrócić jeszcze kiedyś na Camino ...
A to jedna z naszych pamiątek poświadczających, że doszliśmy - nasz certyfikat odległości.
czwartek, 25 maja 2017
Jeszcze Santiago
Z Finistery wróciliśmy autobusem jeszcze do Santiago, a tutaj nas czekały niesamowite spotkania. Najpierw Jacek, który z Fatimy przyszedł do Santiago, w katedrze przed Mszą Mona, a po południu w katedrze Richard. Szczególnie te dwa ostatnie spotkania dla nas bardzo miłe. I w alberdze jeszcze Koreańczycy, którzy pakowali się przed 5:00 gdzieś na początkowych etapach naszego Camino.
A jutro rano odlot do domu! :-D
I jeszcze cytat jako podsumowanie naszej pielgrzymki:
"I wtedy ją znajdujemy, a właściwie to ona znajduje nas: prawda o Drodze puka do naszych drzwi i wypełnia pustkę mnóstwem wspomnień i wrażeń. Ci ludzie i to, co z nimi przeżyliśmy, są naszym Camino. Gdybyśmy po prostu szli do grobu świętego Jakuba, bylibyśmy tylko zwykłymi wędrowcami. Ale skoro przeżywaliśmy Jego Drogę, jesteśmy najszczęśliwszym rodzajem wędrowców - jesteśmy pielgrzymami!"
[Emila i Szymon Sokolikowie, "Do Santiago"]
A jutro rano odlot do domu! :-D
I jeszcze cytat jako podsumowanie naszej pielgrzymki:
"I wtedy ją znajdujemy, a właściwie to ona znajduje nas: prawda o Drodze puka do naszych drzwi i wypełnia pustkę mnóstwem wspomnień i wrażeń. Ci ludzie i to, co z nimi przeżyliśmy, są naszym Camino. Gdybyśmy po prostu szli do grobu świętego Jakuba, bylibyśmy tylko zwykłymi wędrowcami. Ale skoro przeżywaliśmy Jego Drogę, jesteśmy najszczęśliwszym rodzajem wędrowców - jesteśmy pielgrzymami!"
[Emila i Szymon Sokolikowie, "Do Santiago"]
Nie mogliśmy sobie odmówić jeszcze jednej wizyty u św. Tiago
W Hiszpanii dzień wolny - w Santiago na każdym placu jakaś impreza
środa, 24 maja 2017
Oliveiroa - Finisterra
Szybkie wyjście dziś jak na nas, bo o 6:30, a i tak kończyliśmy w skwarze. Na szczęście na końcowym odcinku od wody trochę chłodziło. Ale było ciężko. Jakbyśmy mieli taki skwar na Mesecie to nie wiem jakby się to nasze Camino skończyło, na pewno byśmy szli parę dni dłużej.
Liczyliśmy, że jak dotrzemy do wody to będzie chłodniej, ale w Cee tak nie było, dopiero za następnym grzbietem w okolicach Fisterry poczuliśmy chłodną bryzę.
Ale jesteśmy na końcu ziemi znanej do końca średniowiecza. Dalej już nie było nic poza wodą, a dokładniej nie było nic znanego. Z tego końca ziemi najbardziej cieszą się nasze nogi, bo dalej już nie ma gdzie iść, choć w zasadzie jest jeszcze Muxia, ale czasu na to na szczęście już nie mamy :-)
I kąpiel w zimnym oceanie zaliczyliśmy - przy tym upale była to wielka przyjemność.
A wieczorem jeszcze spacer na sam kraniec, do latarni morskiej Faro, na zachód słońca, dalej już tylko ocean i ... Ameryka. Jeśli Kolumb widział to co my tam, a pewnie widział, to ten gość miał niesamowitą odwagę i masę szczęścia, że tam była po drodze ta Ameryka.
Uzupełnienie po Camino:
W Fisterze zanocowaliśmy w alberdze xunty. Tam otrzymaliśmy kolejne certyfikaty tzw. finisterriany. Alberga z wyposażoną kuchnią, czyściutka, może z trochę małymi łazienkami jak na ilość korzystających pielgrzymów, no i tylko z gorącą wodą. W upalne dni człowiek by się chętnie ochłodził ... No i mało gniazdek. Wyjeżdżaliśmy z Fistery rano (ok. 8:00) i o tej porze zamknięta była jeszcze recepcja, a razem z nią sala ogólna i kuchnia.
Docierając do przylądka przeszliśmy tego dnia 34,7 km (P)/ 34,9 km (Ap)/ 32,5 km (RSJ), a do tego trzeba jeszcze dodać 3,2 km - powrót z przylądka do albergi w Fisterze.
Liczyliśmy, że jak dotrzemy do wody to będzie chłodniej, ale w Cee tak nie było, dopiero za następnym grzbietem w okolicach Fisterry poczuliśmy chłodną bryzę.
Ale jesteśmy na końcu ziemi znanej do końca średniowiecza. Dalej już nie było nic poza wodą, a dokładniej nie było nic znanego. Z tego końca ziemi najbardziej cieszą się nasze nogi, bo dalej już nie ma gdzie iść, choć w zasadzie jest jeszcze Muxia, ale czasu na to na szczęście już nie mamy :-)
I kąpiel w zimnym oceanie zaliczyliśmy - przy tym upale była to wielka przyjemność.
A wieczorem jeszcze spacer na sam kraniec, do latarni morskiej Faro, na zachód słońca, dalej już tylko ocean i ... Ameryka. Jeśli Kolumb widział to co my tam, a pewnie widział, to ten gość miał niesamowitą odwagę i masę szczęścia, że tam była po drodze ta Ameryka.
Uzupełnienie po Camino:
W Fisterze zanocowaliśmy w alberdze xunty. Tam otrzymaliśmy kolejne certyfikaty tzw. finisterriany. Alberga z wyposażoną kuchnią, czyściutka, może z trochę małymi łazienkami jak na ilość korzystających pielgrzymów, no i tylko z gorącą wodą. W upalne dni człowiek by się chętnie ochłodził ... No i mało gniazdek. Wyjeżdżaliśmy z Fistery rano (ok. 8:00) i o tej porze zamknięta była jeszcze recepcja, a razem z nią sala ogólna i kuchnia.
Docierając do przylądka przeszliśmy tego dnia 34,7 km (P)/ 34,9 km (Ap)/ 32,5 km (RSJ), a do tego trzeba jeszcze dodać 3,2 km - powrót z przylądka do albergi w Fisterze.
Pielgrzymi o poranku w okolicach miejscowości Hospital
Ze stoków Alto do Cruceiro widać już Cabo Fistera - ale to jeszcze kawał drogi przed nami
Plaża i ocean w Fisterze
Dla średniowiecznego pielgrzyma to był koniec ziemi - teraz za tą wodą jest Ameryka
wtorek, 23 maja 2017
Negreira - Oliveiroa
Ciekawa sprawa, bo alberga dzisiejsza jest tuż przy oborze, a wiatr wieje od tej obory, ale mamy gdzie spać, więc nie narzekamy :-)
Trudny dzień to był, bo po pierwsze znowu musieliśmy pokonać ponad 30 km, a po drugie w końcu doświadczamy tego, że Hiszpania jednak jest krajem południa Europy i może tutaj być skwarnie. Na szczęście skończyliśmy dziś naszą wędrówkę przed 15:00, bo potem skwar się tylko wzmagał. Mamy nadzieję, że jutro przed południowym upałem dotrzemy do oceanu i tam będzie nieco chłodniej. Teraz można tylko nogi moczyć w zimnej wodzie bo pod prysznicami jest tylko gorąca.
Ale trasa i widoki dzisiejsze piękne, a te kamienne spichlerze - horreos - niesamowite.
Uzupełnienie po Camino:
Alberga Santiago de Oliveiroa jest całkiem przyjemna, rozlokowana w trzech chyba budynkach. Jest w niej kuchnia, są prysznice (woda leci albo gorąca, albo bardzo gorąca), i tylko ta obora obok ... W Santiago zrobiliśmy wielkie pranie, wypraliśmy niemal wszystko co mieliśmy, a teraz, po tym noclegu ... A niestety okna w nocy trzeba było zostawić otwarte bo ciepło i duszno ... No i mało w tej alberdze działających gniazdek. Nieopodal jest jeszcze jedna alberga (prywatna) gdzie zjedliśmy obiad (menu del peregrino).
W nogach kolejne 33,8 km (P)/ 33,4 km (Ap)/ 37,2 km (RSJ).
Trudny dzień to był, bo po pierwsze znowu musieliśmy pokonać ponad 30 km, a po drugie w końcu doświadczamy tego, że Hiszpania jednak jest krajem południa Europy i może tutaj być skwarnie. Na szczęście skończyliśmy dziś naszą wędrówkę przed 15:00, bo potem skwar się tylko wzmagał. Mamy nadzieję, że jutro przed południowym upałem dotrzemy do oceanu i tam będzie nieco chłodniej. Teraz można tylko nogi moczyć w zimnej wodzie bo pod prysznicami jest tylko gorąca.
Ale trasa i widoki dzisiejsze piękne, a te kamienne spichlerze - horreos - niesamowite.
Uzupełnienie po Camino:
Alberga Santiago de Oliveiroa jest całkiem przyjemna, rozlokowana w trzech chyba budynkach. Jest w niej kuchnia, są prysznice (woda leci albo gorąca, albo bardzo gorąca), i tylko ta obora obok ... W Santiago zrobiliśmy wielkie pranie, wypraliśmy niemal wszystko co mieliśmy, a teraz, po tym noclegu ... A niestety okna w nocy trzeba było zostawić otwarte bo ciepło i duszno ... No i mało w tej alberdze działających gniazdek. Nieopodal jest jeszcze jedna alberga (prywatna) gdzie zjedliśmy obiad (menu del peregrino).
W nogach kolejne 33,8 km (P)/ 33,4 km (Ap)/ 37,2 km (RSJ).
Horreo - jeden z wielu spichlerzy na trasie Camino
Kolejne horreos - te nieopodal albergi w Oliveiroa
poniedziałek, 22 maja 2017
Santiago de Compostela - Negreira
Mieliśmy mały problem - co zrobić z 4 dniami wolnymi do odlotu naszego samolotu, bo przyszliśmy do Santiago zdecydowanie za szybko (planowaliśmy trzydzieści kilka dni, a wyszło 28). Wybraliśmy opcję przejścia na koniec ziemi - tej znanej średniowiecznym pielgrzymom. Finis terrae - obecnie Finistera (lub Fistera).
Nogi i grzbiety nasze trochę się zastały, więc na rozruch tylko 21 km.
Wyszliśmy z Santiago po ósmej, ale tak fajnie się spało. Przez to też nie zdążyliśmy się załapać na nocleg w alberdze municypalnej. Wprawdzie było 1 miejsce, ale drugie było zarezerwowane, choć ponoć nie ma możliwości rezerwacji w albergach hunty. Przyjmujemy jednak, że widocznie tak miało być.
Wiele było po drodze starych mostów, ale ten dzisiejszy w Ponte Meceira jest jednym z najciekawszych bo pochodzący jeszcze z czasów rzymskich (choć wiele razy remontowany) i do tego nad szeroką rzeką przy pięknym wodospadzie.
A poza tym na Camino Finistera jest up and down, up and down - jak początek Camino Frances.
Uzupełnienie po Camino:
W końcu musieliśmy się trochę wrócić od albergi xunty i zanocowaćliśmy w alberdze Lua - miła obsługa, czysto, wyposażona kuchnia, dużo miejsca pod prysznicami, tylko problem był z łóżkami, bo piętra nie są zabezpieczone z boków barierkami i całą noc trzeba było uważać by nie spaść. Za to nieopodal tej albergi jest duży market.
Mamy w nogach kolejne 21,2 km (P)/ 21,0 km (Ap)/ 20,9 km (RSJ).
Nogi i grzbiety nasze trochę się zastały, więc na rozruch tylko 21 km.
Wyszliśmy z Santiago po ósmej, ale tak fajnie się spało. Przez to też nie zdążyliśmy się załapać na nocleg w alberdze municypalnej. Wprawdzie było 1 miejsce, ale drugie było zarezerwowane, choć ponoć nie ma możliwości rezerwacji w albergach hunty. Przyjmujemy jednak, że widocznie tak miało być.
Wiele było po drodze starych mostów, ale ten dzisiejszy w Ponte Meceira jest jednym z najciekawszych bo pochodzący jeszcze z czasów rzymskich (choć wiele razy remontowany) i do tego nad szeroką rzeką przy pięknym wodospadzie.
A poza tym na Camino Finistera jest up and down, up and down - jak początek Camino Frances.
Uzupełnienie po Camino:
W końcu musieliśmy się trochę wrócić od albergi xunty i zanocowaćliśmy w alberdze Lua - miła obsługa, czysto, wyposażona kuchnia, dużo miejsca pod prysznicami, tylko problem był z łóżkami, bo piętra nie są zabezpieczone z boków barierkami i całą noc trzeba było uważać by nie spaść. Za to nieopodal tej albergi jest duży market.
Mamy w nogach kolejne 21,2 km (P)/ 21,0 km (Ap)/ 20,9 km (RSJ).
Most pochodzenia rzymskiego w Ponte Meceira nad rzeką Tambre, a za rzeką kaplica św. Błażeja
Krzyż w Ponte Meceira - jeden z wielu takich na trasie Camino
niedziela, 21 maja 2017
Santiago de Compostela
Dziwnie się człowiek czuje, gdy po miesiącu codziennie stałych czynności nagle może dłużej pospać, nie musi zakładać na grzbiet plecaka, na nogi butów trekingowych, i najważniejsze - zasuwać pieszo kolejnych 25 km. Po śniadaniu poszliśmy do katedry, o 9:30 było jeszcze stosunkowo pusto, przy relikwiach Apostoła nikogo - można się było spokojnie pomodlić, do wejścia nad ołtarz nie było kolejki, więc też można było przez dłuższą chwilę przytulić cenną figurę św. Jakuba. Potem spokojna kawka, miłe spotkania, Msza św. o 12:00 na zakończenie której mieliśmy szczęście oglądać Botafumeiro w działaniu :-)
I spotkania przed Mszą i po Mszy, Emma i Ben, Ki Ha, dziewczyny z Korei, masa twarzy z Camino, które były gdzieś mijane ale nie znamy ich imion. I wiele radości i życzliwości.
Obiadek, normalna niedziela odpoczynku. I wieczorny spacer po starówce Santiago. Niesamowite :-)
I spotkania przed Mszą i po Mszy, Emma i Ben, Ki Ha, dziewczyny z Korei, masa twarzy z Camino, które były gdzieś mijane ale nie znamy ich imion. I wiele radości i życzliwości.
Obiadek, normalna niedziela odpoczynku. I wieczorny spacer po starówce Santiago. Niesamowite :-)
Wszyscy filmują lub fotografują Botafumeiro
Alberga Seminario Menor
Słońce zachodzi gdzieś za katedrą
Późnowieczorna panoramka starówki Santiago de Compostela
Subskrybuj:
Posty (Atom)













