środa, 24 maja 2017

Oliveiroa - Finistera

Szybkie wyjście dziś jak na nas, bo o 6:30, a i tak kończyliśmy w skwarze. Na szczęście na końcowym odcinku od wody trochę chłodziło. Ale było ciężko. Jakbyśmy mieli taki skwar na Mesecie to nie wiem jakby się to nasze Camino skończyło, na pewno byśmy szli parę dni dłużej.
Liczyliśmy, że jak dotrzemy do wody to będzie chłodniej, ale w Cee tak nie było, dopiero za następnym grzbietem w okolicach Fisterry poczuliśmy chłodną bryzę.
Ale jesteśmy na końcu ziemi znanej do końca średniowiecza. Dalej już nie było nic poza wodą, a dokładniej nie było nic znanego. Z tego końca ziemi najbardziej cieszą się nasze nogi, bo dalej już nie ma gdzie iść, choć w zasadzie jest jeszcze Muxia, ale czasu na to na szczęście już nie mamy :-)
I kąpiel w zimnym oceanie zaliczyliśmy - przy tym upale była to wielka przyjemność.
A wieczorem jeszcze spacer na sam kraniec, do latarni morskiej Faro, na zachód słońca, dalej już tylko ocean i ... Ameryka. Jeśli Kolumb widział to co my tam, a pewnie widział, to ten gość miał niesamowitą odwagę i masę szczęścia, że tam była po drodze ta Ameryka.

 Pielgrzymi o poranku w okolicach miejscowości Hospital

Ze stoków Alto do Cruceiro widać już Cabo Fisterra - ale to jeszcze kawał drogi przed nami

Plaża i ocean w Fisterze

 Dla średniowiecznego pielgrzyma to był koniec ziemi - teraz za tą wodą jest Ameryka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz