piątek, 12 maja 2017

El Ganso - El Acebo

Ała, moje nóżki. Niestety na Mesecie odzwyczaiły się od gór. A dziś był najwyższy punkt na Camino Frances - Cruz de Ferro. Oczywiście odciążyliśmy nasze plecaki zostawiając tam kamienie symbolizujące nasze grzechy, a kamienie te nieśliśmy na plecach przez niemal pięć i pół setki kilometrów.
Jak przez całą Mesetę mieliśmy wymarzoną pogodę, to jak się skończyła Meseta tak i piękna pogoda. Czyli deszczowo dzisiaj, a góry w chmurach się schowały.
Typowy dzień pielgrzyma wygląda tak: pobudka ok. 6:00 (bo do tej godziny jest cisza nocna, choć niektórzy już się grzebią i pakują o 5:00), śniadanie, pakowanie i przed 8:00 trzeba opuścić albergę (my z reguły wychodzimy ok. 7:00), a potem 25-30 km marszu w czasie którego Ania śpiewa rano godzinki, w południe śpiewamy "Raduj się Nieba Królowo", w międzyczasie omawiamy każdy indywidualnie kilka różańców w różnych intencjach, bo czasu na to mamy dużo; po dotarciu do następnego miejsca noclegu po zameldowaniu się najpierw kąpiel, potem od razu pranie, potem ew. jedzenie, odpoczynek, ciekawe rozmowy, zwiedzanie miejscowości, zakupy (po sjeście, bo sklepy są pozamykane), pisanie bloga, jedzenie ..., od 22:00 jest cisza nocna, często o tej godzinie jest wyłączane światło przez hospitalero. I tak dzień za dniem.
Teraz odpoczywamy, a na zewnątrz na zmianę to pada deszcz, to leje deszcz. A El Acebo jest bardzo uroczą miejscowością położoną w pięknych górach, które w krótkich przerwach deszczu pokazują się pomiędzy chmurami.

 Góry w okolicach Manjarin

Powoli schodzimy do El Acebo

 Uliczka w El Acebo
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz