czwartek, 4 maja 2017

Hornillos del Camino - Castrojeriz

Ania zapyla jak motorek, a ja mam coraz cięższe i twardsze nogi, jak z kamienia.
Na początku dzisiejszego etapu pojawiła mi się druga "blaza" - od razu ją szybko ofiarowałem za zdrowie mamy.
Ale za to dzięki polskiej hospitalerze z Sant Anton poszliśmy kawałkiem alternatywnym i trafiliśmy do klasztoru klarysek. A tam ... wystawienie Najświętszego Sakramentu! Yes, yes, yes :-)
A wcześniej jeszcze był otwarty kościół w Hontanas, w którym był Najświętszy Sakrament, i do tego krzesła dla celebransów jak u nas - po bokach prezbiterium.
Nocujemy dziś w alberdze San Esteban więc specjalne pozdrowienia dla naszego Estebana :-)
Zrobiłem sobie też teraz lodowaty prysznic na nogi, aż mnie zaczęło całego telepać - sportowcy po wysiłku leżą w wodzie z lodem, więc liczę że mi też to jakoś pomoże, a Ania jeszcze pobiegła gdzieś na wieś. A w międzyczasie przyszedł do albergi skonany znajomy nam szwedzki Japończyk.
Pozdrawiamy znad polsko-hiszpanskiej sałatki i szklanki wina Mayor de Castilla. Mimo bólu życie jest piękne :-)

Uzupełnienie po Camino:
To był chyba najtrudniejszy dla mnie [K.] dzień na Camino. po postoju, a w zasadzie posiedzeniu na dziedzińcu klasztoru klarysek miałem problemy z ruszeniem nogami. Były jak z kamienia. Mięśnie kompletnie mi stwardniały. A tu w zasadzie jeszcze nawet nie zaczęła się Meseta. Na szczęście później już aż takich problemów nie miałem, choć nogi odzywały się różnymi bólami to tu to tam :-)
Alberga municypalna San Esteban w Castrojeriz czyściutka, miły niemiecki hospitalero, który w dormitorium gonił każdego owada jaki tylko poważył się tam wlecieć. Do tego rygorystycznie pilnował godzin ciszy nocnej, więc spokojnie się wyspaliśmy.
W alberdze tej nocowała też znajoma nam już Włoszka Marina, która na Camino jechała już w tym miejscu na rowerze z pewną Brazylijką, która lubi polskie jedzenie, a nawet była w stanie wymienić kilka nazw naszych potraw.
No i tutaj zwróciliśmy uwagę na pewnego Koreańczyka, który przygotowywał sobie specyficzne kanapki na drogę na następny dzień. Ale o tym opowie Pedro w Leon :-)
Ten dzień krótki odległościowo: 20,1 km (P)/ 19,7 (Ap, RSJ) plus trochę naddatku do klasztoru klarysek :-)

 Ruiny klasztoru Sant Anton

 Tutaj przy kościele Santo Domingo grzebano zmarłych pielgrzymów - sam na dzisiejszym odcinku już umierałem ...

Zachód słońca w Castrojeriz 
 

2 komentarze:

  1. A u nas pogoda szaro-bura. Patrzę za okno czy trawa jest zielona. Jest. I na dodatek rośnie jak na drożdżach, czyli jak wrócicie z Camino, to zrobisz kolejny kilometrycik przy koszeniu trawy :-) Ogólnie to mi się wongiel już skończył (Jacyś "eksperci" widzą ponoć ocieplenie klimatu-to czemu ja musza hajcować w maju?). Jakby sie wam nudziło, to możecie rozważyć też ta sprawa:-)
    Pozdrawiam
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Piotrze za info. Myślę że górnicy się cieszą i dodatkowego wsparcia pielgrzymów już nie potrzebują :-) Pozdrowienia.

      Usuń